Angielski w dwa miesiące

„Angielski w dwa miesiące” – yeah, right…

Szczególnie teraz, w okresie przed wakacjami, nasze portale społecznościowe zalewane są reklamami szkół językowych i korepetytorów. Wiele z tych miejsc oferuje/”gwarantuje” ultraszybkie efekty typu „angielski w dwa miesiące”.

Czy to jest w ogóle realne?

Jak to mówią moi uczniowie: to zależy. Z jednej strony zdecydowanie nie, z drugiej jednak – właściwie tak, są takie przypadki.

Angielski w dwa miesiące – kiedy to ma sens?

Bardzo szybkie efekty osiągniesz tylko w przypadku, gdy zaczynasz kompletnie od zera. Dlaczego?

Otóż tylko wtedy przyrost wiedzy okazuje się geometryczny. Zaużmy bowiem, że nie umiesz kompletnie nic i zapisujesz się na szybki angielski. Idziesz na lekcje i zapamiętujesz z niej JEDNO SŁOWO lub JEDNĄ REGUŁĘ (osobiście wolę opcje: jedno zastosowanie w praktyce, wkuwanie reguł na dłuższą metę niewiele daje). To jest aż o 100% więcej niż przed lekcją. Niedługo później zapewne nauczysz się podawać datę i godzinę – to znów CAŁA UMIĘJĘTNOŚĆ, jasne i wyraźne efekty. Szybkie nabieranie pewności.

Z drugiej strony jednak, jeśli decydujesz się na intensywne, ale krótkotrwałe kursy językowe od zera, musisz liczyć się z tym, że zakres materiału do przerobienia będzie ogromny. Znasz siebie i przed wzięciem udziału dobrze przemyśl, czy dasz radę to, mówiąc kolokwialnie i krótko, ogarnąć. Czy nie zamęczysz się? Nie zrobisz sobie zaległości? Wystarczy sił przerobowych, żeby przynajmniej większość materiału jako tako przyswoić? Czy nie wolisz pracować swoim tempem?

Ludzie są różni. Zdolności percepcyjne i adaptacyjne również. Takie szybkie, napakowane materiałem kursy na pewno nie mogą być kierowane dla każdego. Niektórym osobom pomogą, innych zdecydowanie mogłyby skutecznie zniechęcić.

Już dawno skończyłeś poziom podstawowy. Co dalej?

Później natomiast nie jest już tak łatwo. Duża część materiału to powtarzanie i systematyzowanie zakresu, który już przerobiliśmy. Daje to gwarancje wyrabiania nawyków, których NIE DA SIĘ nabrać ani w tydzień, ani w dwa. Zatem tak, jest to nauka. Tak, jest ważna – ba, wręcz konieczna. Jednak nie daje już takiej satysfakcji i przyrostu NOWYCH umiejętności.

Innym przypadkiem, kiedy krótkie, intensywne kursy mogłyby mieć sens jest przypadek, kiedy twoja wiedza jest już dość mocno ugruntowana – powiedzmy na poziomie ~B2, ale  ale na przykład miałeś przerwę w używaniu języka i chcesz sobie odrobinę odświeżyć – np. przed nową pracą czy wyjazdem. W takich okolicznościach intensywny kurs będzie odrobinę wymagający, ale na pewno nie przytłoczy, czyli może okazać się wyborem bardzo optymalnym.

Kiedy szkoda czasu na angielski w dwa miesiące?

Na pewno jest to ewidentna strata czasu, energii i pieniędzy w przypadku kursów na poziomie średnim [ok. B1 w skali CERF]. Zagadnień do przerobienia jest dużo, są one skomplikowane. To musi się skończyć porażką. Kurs albo będzie niedopracowany, albo przeładowany i nie ma możliwości, żebyś efektywnie poprawił swój poziom w takim czasie. Po prostu materiał, który musisz opanować, musi się „uleżeć” w głowie, żebyś mógł z niego swobodnie korzystać.

Bardzo rzadko zdarza się, żebyśmy uczyli się trudnych rzeczy już za pierwszym razem albo w jakimś ekspresowym czasie. Potrzeba ćwiczeń, rutyny, stabilności i powtarzania. Ale również potrzeba odpoczynku i równowagi.

 

 

Dodaj komentarz